Weekend na Kujawach – czyli o techvortalowym zlocie zdań kilka(naście)

DSC_0124Od jakiegoś czasu techvortalowa ekipa spotyka się regularnie – najczęściej u Maćka gdzieś pod Tczewem. Nasze spotkania dały nam możliwość poznania się i zintegrowania; dawały nam też siłę do dalszego wzmożonego działania. Co to tu się będziemy oszukiwać – zaprzyjaźniliśmy się wszyscy ze sobą, włącznie z tymi użytkownikami, co uważają się za osoby aspołeczne.

Na każdym spotkaniu miałem przyjemność poznać osobiście kolejnego techvortalowca, co było dodatkowym atutem – możliwość napicia się piwa bądź innego trunku z kolejną osobą o podobnych zainteresowaniach jest bezcenna.

Dobra, ale skoro było już tyle zlotów to dlaczego akurat chcę napisać o tym konkretnym?

Odpowiedź jest prosta: bo był wyjątkowy w każdym calu.

fff

Wspólne zdjęcie podczas części oficjalnej zlotu.

W poprzedni weekend spotkaliśmy się razem znów. Ja, Urban, Pisarz no i gość specjalny spod Białegostoku – Szymek.

No ale do spotkania trzeba mieć pretekst. Jaki może być najlepszy pretekst dla informatyka-historyka? Wystawa staroci. A konkretniej starych komputerów i konsol, którą współorganizował PWSZ we Włocławku i pro-comp.pl w czasie Dni Włocławka. Co ciekawe, na drugi dzień (w niedzielę, bo wystawa była w sobotę) w mieście odbywał się koncert Lata z Radiem, więc radiowa część forum byłaby zachwycona 😉 Los zaprowadził więc nas do tego niewielkiego miasta określanego jako stolica Kujaw.

Wyjechałem w piątek przed północą z Wrocławia. Mówiłem już kiedyś, że nie przepadam za PolskimBusem i kolej jest najlepsza? Nie? To teraz mówię. Potem przesiadka „w Bydgoszczu” i jedziemy do Włocławka. Na miejscu odbiera mnie Urban, już idziemy w kierunku wyjścia, kiedy przypominamy sobie, że za kilka minut ma wjechać pociąg z Pisarzem i Szymkiem. Wybaczcie chłopaki, zapomnieliśmy o Was. Na nasze i Wasze szczęście tylko na chwilę.

Przywitaliśmy się i szybkim krokiem poszliśmy na ulicę 3-go Maja do rektoratu, gdzie już czekały na nas złomy eksponaty. W międzyczasie oczywiście nie mogliśmy się nagadać, w końcu od ostatniego spotkania minęło około pół roku, a Szymka jeszcze nigdy nie widziałem. W sumie wcześniej nikt z nas go nie widział. Może powinniśmy trzymać taką kartkę jak na lotniskach z wielkim logiem Windows Techvortalu?

Co obejmowała sama wystawa?

Dla wielu z nas była to pierwsza okazja zobaczyć w ogóle działającą Amigę, a co dopiero pobawić się grami i workbenchem. Było świetnie :D

Dla wielu z nas była to pierwsza okazja zobaczyć w ogóle działającą Amigę, a co dopiero pobawić się grami i workbenchem. Było świetnie 😀

  • Laptop Compaq LTE Elite 4/50E (Mocarny mobilny 486 50MHz i piękna matryca monochromatyczna)
  • Znany i wielokrotnie opisywany PC z procesorem 486 i Windows 3.11 „Królestwo rdzy”
  • Kolejny PC, Compaq z Pentiumem 166Mhz i Windows 98
  • Składak z AMD K6 550Mhz i Windows Me (system wywalał się co kilkanaście minut)
  • Pentium III-S Tualatin @1600Mhz z Sigmą OS 3.0 (tu system o dziwo się nie wywalał)
  • Trochę nowszych pecetów z klasycznymi grami odpalonymi w emulatorach załatwionych przez ekipę z pro-comp.pl
  • Amstrad CPC6128 od Szymka
  • HP 95LX – Palmtop z systemem MS-DOS od Szymka
  • Dwie Amigi, 500 od Szymka i 600 zapewniona przez organizatora.
  • ZX Spectrum Issue 1 (rarytas) – sprzęt wypożyczony przeze mnie od Jakuba Rzepeckiego z RetroGralnia.pl
  • Sega Genesis (Master Drive) – również pierwsza edycja, również wypożyczona od Kuby
  • Trzy sztuki Commodore 64, klasyczna, C i G, wraz z osprzętem
  • Kilka pegazusów i jego chińskich współczesnych wariacji

Jak sami widzicie sprzętu było sporo. Nad nim pochyla się czterech geeków… to musiało się skończyć źle. W zasilaczu od Segi mieliśmy spięcie (cóż, sam kabel był nadcięty w dwóch miejscach, co się dziwić… taka tam niespodzianka), więc metodą bezlutownicową – „na skrętkę” szybko musieliśmy go naprawić. Mimo początkowych obaw – zadziałało.

Nieco gorzej sytuacja się miała z Amstradem, do którego nie mieliśmy zasilacza. Urban postarał się poprzedniego dnia podczas załatwiania sprzętu, aby atmosfera była bombowa. Wpinaliśmy to zabytkowe cudo elektroniki dwoma Codegenami. CODEGENAMI. CODEGENAMI. Nie powiem, zadziałało, podobnie jak obraz z modulatora od Amigi i stacja dyskietek 3.5 cala od komputera.

Jak już się uporaliśmy ze wszystkimi problemami to pozostało nam tylko czekanie na ludzi, którzy zechcieliby wpaść w pułapkę zasadzoną przez czterech informatycznych zboczeńców… yyy… tzn. na naszą wystawę. O dziwo naganianie ofiar przychodziło nam dość łatwo, było z 10 razy więcej osób niż na grudniowej wystawie. Kiedy do mikrofonu dorwałem się ja, Urban przestał wyrabiać normę związaną z oprowadzaniem naszych szanownych męczenników. No nie oszukujmy się – kiedy się rozgada on albo ja, to kończy się to tak:

A to jest specjalny wcześniej niepublikowany materiał video z poprzedniej wystawy grudniowej, gdzie Ult1me podrywa dziewczyny na liczenie superpi, „miętkie” dyskietki i opowieści historyczne – dopisek urbana92 😉

Uruchomienie Amstrada przy pomocy Codegena i całej masy dziwnych pinmodów było jednym z wydarzeń dnia. Ludzie jednak jakoś bali się podchodzić do zasilacza, zupełnie nie wiemy czemu ;)

Uruchomienie Amstrada przy pomocy Codegena i całej masy dziwnych pinmodów było jednym z wydarzeń dnia. Ludzie jednak jakoś bali się podchodzić do zasilacza, zupełnie nie wiemy czemu 😉

Nieźle, nie? Abstrahując: tak, wiem, jestem łysy. Nie musicie mi to mówić po raz 1024-ty… i tak wszyscy umrzemy, więc co się tym przejmować?

Abstrahując x2: chciałbym pozdrowić śliczną blondwłosą dziewczynę, która tak jak i ja błąkała się po ulicy 3. Maja i zagadywała ludzi. Nie pozdrawiam natomiast Królika, który miał nas odwiedzić i w końcu nie przyszedł.

Nasza wystawa została przedłużona. Mieliśmy pierwotnie stać do godziny 14, a tu wybijała 15.30. No cóż, niewyspany i zgłodniały Ultajm zasłużył na przerwę. Czas na przerwę – czas na jedzenie! Przetruptaliśmy się do fajnej urokliwej knajpki w mieście, gdzie mało nie zagadaliśmy się na śmierć, zjedliśmy i wróciliśmy na dworzec… W sumie „zapieprzaliśmy” byłoby bardziej adekwatnym słowem. A po co tam? Co, już mielibyśmy się rozstać? Oj nie.

Na spontanie postanowiliśmy wszyscy razem władować się na kujawską wieś zapomnianą przez Boga i ludzi, a przez kuriera to już w ogóle. Nie było to przewidziane, pierwotnie u Urbana w żywym muzeum techniki spać miałem tylko ja, a tu jedzie jeszcze Pisarz, Szymek i Sylwia – dziewczyna Sebastiana.

Wystawa cieszyła się także zainteresowaniem płci pięknej :)

Wystawa cieszyła się także zainteresowaniem płci pięknej 🙂

Dwie najbardziej gościnne osoby jakie znam to mama Sebastiana i mama Maćka Rekowskiego. Poważnie. Przyjeżdżamy, ogarniamy się chwilę, a tu zaraz grill i masa jedzenia na stole. Ostatni raz widziałem tą kobietę około roku temu, a ona pamiętała mnie i się pytała szczegółowo jak się trzymam. Staropolska zasada „Gość w dom, Bóg w dom” jednak gdzieniegdzie przetrwała, wiara w ludzi powróciła. To jednak, że ja się szybko zaklimatyzowałem, nie oznaczało, że inni też tak szybko wskoczą na odpowiedni michaliński bieg – o dziwo jednak już po chwili wszyscy patrzyliśmy na tańczącego Urbana, słuchając ludowych sprośnych piosenek przy akompaniamencie akordeonu jego taty i popijając wino domowej roboty, które jest po prostu cudowne. Kto nie próbował ten nie zrozumie – i mówię to ja, stary poniemiecki „alkoholik”, jak to jedna kielecka gazeta chciała mnie błędnie zaklasyfikować. Potwierdzam, pierwsze słowa Mateusza po tym jak wstał następnego dnia brzmiały „aaaale to wino było suuper” – dopisek urbana92

Jedno z nielicznych zdjęć z części nieoficjalnej zlotu na którym wszyscy są jeszcze trzeźwi :)

Jedno z nielicznych zdjęć z części nieoficjalnej zlotu na którym wszyscy są jeszcze trzeźwi 🙂

Rano jednak musieliśmy się rozstać. Wróciliśmy do Włocławka, gdzie Szymek z Urbanem miał czekać na bezpośredniego busa (który mocno się spóźnił. Mówiłem, że wolę pociągi – to jeden z powodów – jak się spóźni to przynajmniej o tym wiem), a ja z Maćkiem miałem śmignąć teelką do Warszawy Centralnej. Po długiej rozmowie na peronie o internecie w Rumunii rozdzieliliśmy się.

Dalsza rozłąka czekała mnie w Warszawie. Pisarz jechał w swoją stronę, ja natomiast miałem półtorej godziny oczekiwania na kolejny pociąg, tym razem do Wrocławia Głównego, najpiękniejszej stacji kolejowej w kraju. Wykorzystałem ją na wizytę w Muzeum Techniki mającym siedzibę przy Pałacu Kultury.

Zasmuciła mnie wieść, że część dotycząca starej informatyki jest w remoncie i zostanie otworzona dopiero w lipcu – jednak stwierdziłem, że i tak muszę tam wejść. Obejrzałem wszystkie cuda techniki, Fiaty 125p, stare radia i inne ciekawe rzeczy, jednak w najmilszych snach się nie spodziewałem, że spełnię swoje dwa informatyczno-historyczne marzenia jednego dnia.

Otóż… dostałem się na zamkniętą część wystawy. A co było w środku? Sami spójrzcie na zdjęcia:

akat1 enigma k202_1 k202_plytki_drukow mera odra_1003 roznicowe

Tak. W środku była m.in. Odra z serii 10xx, Analizator Równań Różniczkowych z 1953 roku, AKAT-1 (pierwszy tranzystorowy ARR na świecie (!), rok 1959) oraz bodaj największy wkład Polaków w historię informatyki: K-202 z peryferiami!

Tego dnia zdecydowanie poczułem się spełnionym historykiem informatyki. Ta pamiętna niedziela była dniem w którym mogłem na równi porozmawiać z kimś o swojej pasji… i nie była to tylko jedna osoba, a wręcz całe ich grono! 🙂 Szkoda tylko, że nie widziałem tej Odry czy K-202 działającego. Może kiedyś będzie mi dane uczestniczyć w tak wielkim wydarzeniu, jak ich uruchamianie… Daj Boże.

Czy ktoś ma czelność powiedzieć mi, że to nie był naprawdę wyjątkowy weekend? 🙂 Miejmy tylko nadzieję, że kolejny zlot nadejdzie szybko i że będzie chociaż w połowie tak dobry jak ten. A ja osobiście mam nadzieję, że wszyscy czytający ten artykuł się na nim pojawią, czego sobie i Wam życzę.