DAB+ – wiele pytań, wiele wątpliwości…

Kolejny mój wpis o tematyce radiofonii, tym razem o Digital Audio Broadcasting, cyfrowym systemie nadawania programów, który być może w przyszłości zastąpi analogowy FM (modulacja częstotliwości, z ang. Frequency Modulation), jednak musi się na to złożyć parę czynników, inaczej okaże się taką samą porażką jak w przypadku Digital Radio Mondiale.

Zacznijmy od spraw technicznych. DAB po raz pierwszy ujrzał światło dzienne 1 czerwca 1995 roku w Norwegii, kiedy to publiczny nadawca NRK uruchomił stację NRK Klassik, po czym w listopadzie wystartowały transmisje w Wielkiej Brytanii i Szwecji (BBC i Sverige Radio). W porównaniu do FM, w DAB występują multipleksy (podobnie jak w naziemnej telewizji cyfrowej) tyle, że emisja odbywa się w paśmie VHF-III (od 174 do 230 MHz) w którym do połowy lat 90. były emitowane analogowe programy telewizyjne (kanały od R1 do R5), oraz w tzw. paśmie L. Nie występuje zatem zjawisko simulcastu (czyli nadawanie w jednym zakresie częstotliwości systemów analogowych i cyfrowych, jak np. DRM). Szerokość pasma w DAB wynosi mniej więcej 1 Mb/s, co pozwala umieścić np. 10 stacji radiowych w jakości do 100 kb/s.

Zanim powstała kolejna „wersja” DAB, do emisji używano kodeka MP2 (MPEG-1 Audio Layer II, zresztą do dziś używany do odtwarzania materiałów w stacjach radiowych), który pozwalał uzyskać wysoką jakość dźwięku, ale przy użyciu dużego bitrate – w praktyce m.in. 192 kb/s, co poważnie ograniczało miejsce w multipleksie, ponadto skarżono się na niską korekcję błędów w kodowaniu (ECC), przez co postanowiono ulepszyć ten system i tak w lutym 2007 roku po raz pierwszy zadebiutował DAB+.

W DAB+ zamiast kodeka MP2 używany jest AAC+, przez co przy mniejszym bitrate można uzyskać dobrą jakość dźwięku, oraz umieścić w multipleksie więcej stacji radiowych. Ponadto poprawiono korekcję błędów. Czy jest lepiej? Z jednej strony tak, ponieważ taki sygnał łatwiej odebrać, ale i tak w porównaniu do analogu jest parę wad.

Jak to sygnał cyfrowy – przesyłany jest w postaci binarnej, czyli albo jest, albo go nie ma. W tej sytuacji problem pojawia się w granicy zasięgu danego nadajnika albo w miejscach gdzie sygnał nie dotrze tak mocny np. w tunelach albo głęboko pod ziemią. Występuje taka sama czkawka jak np. byśmy oglądali telewizję przez satelitę przy intesywnych opadach deszczu – obraz się co chwilę „urywa”.

Druga sprawa to oczywiście kompresja – kodek AAC+ pozwala na używanie nawet bardzo niskich bitrate, a chęć nadawania wielu stacji w jednym multipleksie powoduje, że w dzisiejszych czasach kompletnie nie stawia się na jakość, a na ilość – i ten problem właśnie mnie najbardziej nurtuje w sensie nadawania programów w tym systemie cyfrowym.

A jak wygląda sprawa DAB+ w Polsce? Na tą chwilę aktywna jest tylko jedna emisja, do tego mocno testowa – z Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie – z mocą 2 kW i na kanale 7B. Programy nadawane z tego „multipleksu” to:

Polskie Radio Program I
Polskie Radio Program II
Polskie Radio Program III
Polskie Radio Program IV
RMF FM
RMF Classic
Radio ZET
Chilli ZET
TOK FM
Radio dla Ciebie
Radio Eska
Radio Maryja

Od razu narzuca się wniosek – stacji jest zdecydowanie za dużo. Rozumiem, że są to tylko testy i na pewno przy komercyjnej emisji nie byłoby takiego przepełnienia kanału, ale czemu w takiej sytuacji nie można np. pozostawić tylko programów PR i poeksperymentować z ustawieniami nadajnika, zwiększeniem bitrate itp.? W tej chwili jak to wygląda, od razu odechciewa się wprowadzenia takiego czegoś na rynek.

Po pierwsze taka liczba stacji nie pozwala na osiągniecie dużego bitrate, przez co słyszymy kompresję, czego nie ma na FM. Istne harakiri dla uszu – nie chciałbym usłyszeć PR2 z jakością 64 kb/s.

Po drugie jaki sens jest takiego nadawania, skoro Emitel nie potrafi tego dobrze ustawić? Dosył programów jest prowadzony z ANALOGOWYCH nadajników FM! Sygnał który dodatkowo pędzony jest optimodem jest na wyjściu nadajnika DAB+ kompresowany, co powoduje, że takie coś można nazwać „syfrą”.

Ponadto antena nadawcza to prawdopodobnie jakiś dipol, skoro już po paru km od nadajnika sygnał się rwie (użyteczny jest właściwie tylko w samej Warszawie). Przy 2 kW w analogu można odbierać stację nawet do kilkudziesięciu kilometrów (no ale przy użyciu profesjonalnego systemu antenowego, to też trzeba sprostować).

Samo podejście nadawców do DAB-u jest takie, że „na razie nie mamy zamiaru się w to angażować, bo nie wiadomo czy to się przyjmie”. Podczas majowej konferencji „Teraz Radio” był przeprowadzony wywiad z przedstawicielami Grupy RMF który można znaleźć w internecie w postaci audio. Sytuacja została przez nich opisana w następujący sposób: nadawca widzi zalety nadawania cyfrowego, ale nie chcą się do tego dołączać, jeśli miałoby to wyglądać jak teraz. W sumie im (i nie tylko) się nie dziwię. Przede wszystkim chodzi tu o pieniądze. Takie dodatkowe nadawanie w DAB+ nie jest przecież za free, a jeszcze dochodzą koszty koncesyjne itd. Wygląda to tak, że nie wiadomo co, jak i dlaczego. To nie DVB-T, że mamy termin, wprowadzamy cyfrę i wyłączamy analog. Tu nikt nikomu nie każe (jak na razie) uciekać z FM-u, jednak malejąca pula wolnych częstotliwości może pozwoli zastanowić się nad wprowadzeniem rewolucji również i w radiu.

Moja opinia na temat DAB(+) jest taka – jestem za tym systemem, ale pod warunkiem, że nie będzie to jedna wielka skompresowana papka dla głuchoniemych, zostanie to zrobione z takim rozmachem jak DVB-T, oraz że zasięg nie będzie się ograniczał do samych RTCN-ów, a cena odbiorników będzie jak z kosmosu.